Małymi krokami wchodzę do blogowej knitospołeczności :) - w ubiegłym tygodniu wzięłam udział we Włóczkowych afirmacjach w Galeryjce za miastem, a dziś dołączam do akcji Maknety pn. Wspólne dzierganie i czytanie.
Po pierwsze więc: dzierganie - zaczęłam robić ponczo z tego wzoru (KLIK). Szalenie mi się spodobało, takie niedbałe i dekadenckie, ale na bogato ;))
![]() |
Źródło |
Niestety, nie udało mi się kupić drutów w rozmiarze 20, więc wymyśliłam, że zrobię ponczo na 10-tkach z włóczki cieńszej o połowę i z podwojoną ilością oczek. Wybrałam włóczkę Angora Ram firmy YarnArt w kolorze jasnego popielu (coraz bardziej przekonuję się do szarości). Wkrótce zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Co do czytania, to aktualnie czytam jedną z najnowszych powieści Stephena Kinga - autora, którego kocham miłością dość kapryśną (ja kocham, on kaprysi) - "Doktor Sen".
King w bardzo dobrej formie, świetna książka. Może nie aż tak, jak "Ręka mistrza" (dla mnie absolutny number one Kinga), ale gorąco polecam.
Inka
"Doktor Sen" ( przydałby mi się taki, bo z moim snem nie jest dorze;) , ale raczej nie taki od Kinga. Nie miałam jeszcze okazji czytać, ale leży grzecznie na półce i czeka :)
OdpowiedzUsuńCiekawa jesetem efektu końcowego tego poncza , ładny kolor, taki uniwersalny , pasujący do wszystkiego :)
Też jestem ciekawa czy ponczo będzie równie dekadenckie, jak w oryginale :)
UsuńNo, "Doktor Sen" na sen raczej dobry nie będzie ;)
Dzięki za odwiedziny!
Pomysłowo wybrnęłaś z kłopotu "drutowego" , Kinga ostatnio czytałam wieki temu i ostatnio naszła mnie na niego ochota, "Doktor Sen" zapisuję więc na listę do przeczytania, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWolałabym, żeby ponczo było grubaśne, ale jak się nie ma, co się lubi... ;)
UsuńPrzyjemnego czytania!
Dzięki mniejszym drutom powinno być delikatniejsze a nawet ciekawsze niż oryginał. Czekam na efekt końcowy. Ja Kinga lubię ale niekoniecznie horrory- dla mnie Zielina mila to mistrzostwo. Witaj w klubie:))
OdpowiedzUsuńMówisz? Zobaczymy, jak skończę :)
Usuń"Zielonej mili" nie czytałam, ale film bardzo mi się podobał.
Miło Cię poznać :)
lubie Kinga i twoje dzierganie:) czekam na efekty tego drugiego:))Buzka!
OdpowiedzUsuńDzięki za dobre słowo, można na Ciebie liczyć :*
UsuńCzytałam swego czasu Kinga, potem wpadły inne w kolejkę i jakos odszedł w zapomnienie; może warto wrócić...
OdpowiedzUsuńRobótka ma piękny kolor, a na zdjęciu z Dropsa, po prostu zachwyca! lekka, zwiewna i taka kobieca.
Anka
No właśnie, jaka presja! Mam nadzieję, że moje ponczo będzie niegorsze :)
UsuńA Kinga, oczywiście, polecam.
Super, że już dziergasz w realu z bratnimi duszami!! Ja w poniedziałek mam drugie spotkanie z grupą szyjącą:)) To zawsze działa energetycznie i inspirująco. Życzę sukcesów w akcjach, a ponczo wynalazłaś boskie!!
OdpowiedzUsuńps. Kawa, kawa stygnie... jejku, kiedy, kiedy... ??
Niestety, to wspólne dzierganie jest w wirtualu, nie w realu :| Marzy mi się jakiś knitting meeting... Tobie to dobrze, Martuś.
UsuńKawy mi chce się! Tylko kiedy? Wciąż coś wyskakuje :(
Ponczo zapowiada się cudnie. I jaka klimatyczna zakładka. W sam raz do Kinga. I ten King - moja dawna miłość. :)
OdpowiedzUsuń:)) Dzięki! Zakładka pochodzi z czasów mojej fascynacji transferem. Teraz mam mega korbę na dzierganie ;)
UsuńA do Kinga wracam co kilka lat, może ta miłość wcale nie taka dawna? :)
Ja też przekonałam się do szarości ostatnio,twoje ponczo zapowiada sie fajnie,Kinga nie czytałąm.
OdpowiedzUsuńSzarości skradły me serce, choć nie każdy odcień mi pasuje.
UsuńKinga polecam :)
Śliczne poncho, nie dziwię się że od razu wpadło na druty :)
OdpowiedzUsuńAngora ram to jedna z moich ulubionych włóczek. Tylko niektóre kolory mają tendencję do filcowania w czasie użytkowania (np. u ciemny róż/fuksja), a inne robią się sznurkowate (fiolet). A ciemny szary jest idealny nawet po praniu czy pruciu.
A Kinga w sumie nie czytałam... Choć uwielbiam fantastykę, a horrory połykałam w liceum, to jakoś nigdy mnie nie przekonał.
Też lubię Angorę Ram, choć ostatnio kichałam niemożebnie przy robótce. Na razie jest ok (odpukać).
UsuńMoże teraz jest czas Twój i Kinga, daj mu szansę :)
Śliczne ponczo się zapowiada, kolor ładny i pomysł, jak wybrnąć z problemu z brakiem drutów super ;) Kinga nie czytałam nic, trochę ze strachu... nie lubię horrorów ;)
OdpowiedzUsuńDzięki, trzymaj kciuki, żeby się udało :)
UsuńJeśli chodzi o czytanie, nic na siłę.
Pozdrawiam!
Your crocket blouze is very preety!!I ike the pattern!!I read Stefen Kings books,too!!
OdpowiedzUsuńWish you a lovely evening!
Dimi...
Thanks, Dimi :)
UsuńKisses!
Piękne ponczo, jak mgiełka :) a Kinga jeszcze nie czytałam.
OdpowiedzUsuńPrawda? Też mnie ujęło :)
UsuńPozdrawiam!
Też kiedyś tam, dawno temu, miałam kłopot z nabyciem grubych drutów i pamiętam, że tato przeciął mi na pół i zaostrzył plastikowy dziecięcy kijek narciarski. Trochę były ciężkie takie druty, ale dałam radę :) metody chałupnicze często się sprawdzają w trudnych sytuacjach!
OdpowiedzUsuńPoncho piękne, Twoje zapowiada się równie świetnie :)
Dziękuję, mam nadzieję, że efekt końcowy będzie wart tych kombinacji alpejskich ;)
UsuńTwój tato bardzo pomysłowy, nie ma jak recykling.
Pozdrawiam!
Bardzo podoba mi się twoja robótka! Sprawia wrażenie ciepłej i przytulnej.
OdpowiedzUsuńA Kinga lubię i to bardzo!
Cieszy mnie to bardzo! Z obu powodów :) King jest wspaniały, a robótka dobrze rokuje, mam nadzieję :)
UsuńPozdrawiam!
Ejjj noo.. fajne to ponczo będzie :)
OdpowiedzUsuńTo czytasz dziergając ;) A kto Ci kartki obraca?? ;))))
Buziak!
Wiatr, który robią druty podczas dziergania przewraca kartki książki, hihi ;)
UsuńBuźka!
Aha, kapuję!! ;))) Muszę wypróbować, czy przy szydełku też to działa ;)
UsuńFajnie, że się przyłączyłaś.
OdpowiedzUsuńKinga jeszcze nie czytałam, bo nie lubię krwawej literatury.
Ponczo interesujące.
Cała przyjemność po mojej stronie :)
Usuń